Nasze babcie stawiały je na parapetach, potem pelargonie opanowały balkony. Mówi się o nich, że są bardzo odporne i wszystko przetrzymają. To nie do końca prawda. Wytrzymają wiele, ale przymrozków nie znoszą. Kiedyś wydawało mi się, że pelargonie to takie typowo polskie kwiaty. Nie dość, że od zawsze widziałem je w oknach, to jeszcze malował je Wyspiański, a Gałczyński pisał o nich wiersze. Dlatego bardzo się zdziwiłem, gdy okazało się, że do Europy przywędrowały w XVII wieku, większość z ponad 200 gatunków z Afryki, ale także z Turcji, Iraku, Australii i Nowej Zelandii.
Pelargonia – królowa balkonów
foto. Pelargonium for Europe
Pelargonia – niewymagająca piękność

Teraz należą do najbardziej rozpowszechnionych roślin w Polsce, choć przez chwilę przyćmiły je surfinie. Dla mnie jednak to pelargonia jest królową balkonów. Nie jest trudna w uprawie, a każdy wysiłek związany z pielęgnacją odpłaca pięknym kwitnieniem. Polecam je przede wszystkim na stanowiska słoneczne – pelargonie lubią słońce, ale dobrze rosną także na miejscach półcienistych. Jednak przy niedoborze światła słabiej kwitną. Są też odporne na suszę. Podlewamy je tylko wtedy, gdy mają sucho i systematycznie usuwamy przekwitnięte kwiaty. To zachęca roślinę do dalszego kwitnienia. Usuwamy też liście, na których tworzą się plamy, bo może to być oznaka choroby.

fot. Pelargonium for Europe
Pelargonia – królowa balkonów i jej wymagania

Pelargonie mają też swoje wymagania. Lubią gleby żyzne — najlepiej lekkie, przepuszczalne, próchniczne. Lepiej kwitną, jeśli do wody dodamy raz na dwa tygodnie nawóz przeznaczony dla roślin kwitnących, ale lubią też odżywki dla pomidorów. Koniecznie zabieramy je do domu przed pierwszymi mrozami. Czy są mniej wymagające rośliny?

Pelargonia – królowa balkonów – podręczna apteczka

Pelargonie nie tylko zdobią. W moim domu stawiało się je na parapecie okiennym, by odstraszały owady. To przez ich intensywny zapach — pachną cytrynowo, miętowo, a niektóre gatunki rozsiewają woń róży. Popularna anginka spotykana pod nazwą geranium należy do tej samej rodziny co pelargonia. Nie wszyscy przepadają za jej zapachem, ale na pewno nie lubią go owady. Warto to wykorzystać, szczególnie, że nadchodzące lato zapowiada się bogate w komary. Wystarczy włożyć listki do bawełnianego woreczka i odstraszacz komarów (ale też meszek i moli) gotowy.

Taka poduszeczka przyda się nam także przy bólu głowy. Bo pachnące pelargonie to też podręczne apteczki. Medycyna ludowa znalazła dla nich wszechstronne zastosowanie. Np. listki anginki działają przeciwzapalne, przeciwwirusowo i znieczulająco. Uśmierzają bóle reumatyczne, mają działanie uspokajające i nasenne. Ta lista możliwych zastosowań jest bardzo długa. Jeśli chcecie poznać inne pachnące rośliny domowe znajdziecie je TUTAJ.

fot. Pelargonium for Europe

Dlatego radzę – kto jeszcze nie ma kwitnącego balkonu, niech biegnie po pelargonie. Kupując je, najlepiej wybrać rośliny z niewielką liczbą otwartych pączków kwiatowych. Dzięki temu lepiej się zaaklimatyzują i będą dłużej kwitnąć. Liście powinny być soczyście zielone bez oznak chorób. Nie powinny mieć także na sobie szkodników.

fot. Pelargonium for Europe
Podsumowujące czemu pelargonia to królowa balkonów:
  • są wyjątkowo trwałe i łatwe w pielęgnacji
  • idealna roślina do aranżacji balkonów, tarasów, loggi
  • bogata paleta kolorów (od białego po niemalże czarne kwiaty)
  • można je uprawiać w skrzyniach, donicach wiszących koszach
  • kwitnie do pierwszych przymrozków
  • łatwo się ją rozmnaża przez sadzonki

Do tekstu zainspirowała mnie „Pelargonium for Europe”, która promuje te rośliny w Polsce.

Brak komentarzy

Twój komentarz