Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie

Każdy ogrodnik, architekt krajobrazu, miłośnik zieleni i ogrodnictwa powinien na bieżąco śledzić aktualne wydarzenia, targi, poznawać nowości i trendy. A wszystko po to, aby zarazem mieć wyrobioną opinię na dany temat, jak i stale podnosić swoje kwalifikacje. Pamiętam, jak moja nauczycielka matematyki mówiła: „Jeżeli człowiek przestaje się rozwijać, to zaczyna się cofać”. Z tego miejsca pozdrawiam moją nauczycielkę, panią Wojciechowską 😉
Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie
Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie
Na kartkach kalendarza imprez ogrodniczych pojawiło się coś nowego (specjalnie w tym przypadku użyłem słowa impreza). Szumnie i w moim odczuciu nad wyraz użyte słowa „TARGI OGRODNICTWA I ARCHITEKTURY KRAJOBRAZU GREEN DAYS” w Nadarzynie nie miały nic wspólnego ze słowem targi. Warto dodać, że jak na razie największym kompleksem targowym w Polsce są Międzynarodowe Targi Poznańskie, skupiające ponad 50% powierzchni wystawienniczej kraju i ponad 60% wystawców krajowych. Choć Ptak Warsaw Expo ma 6 nowoczesnych hal wystawienniczych o łącznej wewnętrznej powierzchni wynoszącej 143 tys. m2 oraz ponad 500 tys. m2 powierzchni zewnętrznej, to nie udźwignął tego wydarzenia na tyle, bym na skali od 1 do 10 mógł dać więcej niż 5 punktów ;-(Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie
Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie – moje obiekcje
GREEN DAYS mimo ogromnego szumu medialnego (radio, telewizja, magazyny branżowe, mailingi, Maja Popielarska, warsztaty itd.) bardziej przypominały święto piwa i kiełbasy. Stoiska wystawiennicze wydawały się biedne i do tego były porozrzucane po hali. Nawet stoiska takich firm jak Agrecol czy Cellfast, które znam i o których wiem, że zawsze wyglądają na „wypasione” i stoją „frontem do klienta”, tu prezentowały się bardziej niż słabo, były wciśnięte gdzieś w kąt.
Nie mam nic przeciwko muzyce disco polo, ale nieustająco śpiewane na targach szlagiery trochę raniły moje uszy (może wypiłem za mało wódki u gospodyń wiejskich i nie było to tradycyjne wiejskie wesele połączone z oczepinami, przez co nie mogłem wrzucić na luz?). W rytmie piosenki, ze śpiewem pod nosem „przez twe oczy zielone, zielone, oszalałem”, poszedłem szukać tego, po co tu przyjechałem.
Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie – co mi się podobało
Aby nie wyszło, że jestem malkontentem i pluję jadem muszę przyznać, że kilka stoisk wystawienniczych wyróżniało się na tle pozostałych wystawców – tu brawa dla nich za podnoszenie rangi organizowanego wydarzenia: Chronos, bronisze, RM flowers for youOSTO. Pytanie do OSTO: dlaczego z Waszego kranu zamiast wody nie leciało wino? Może łatwiej byłoby znieść warunki, panujące na targach? Z pewnością naprawicie to przy kolejnej okazji 😉

Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie

Bonsai to piękne rośliny, ale sposób ich wyeksponowania pozostawiał dużo do życzenia – stoiska były surowe, na brzydkim tle, okazy oddzielone bambusowym patyczkiem… Rośliny powinny sprawiać, że odwiedzający targi będą zbierać szczęki z podłogi… Tymczasem, mimo ogromnej urody, drzewka nie wywoływały efektu WOW.

Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie

Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie – moje przemyślenia
W moim odczuciu jest to wydarzenie skierowane do amatorów i hobbystów ogrodnictwa, a więc przyjęta formuła jest jak najbardziej trafiona. Można zwiedzić, zebrać ulotki, dowiedzieć się czegoś, kupić rośliny, posłuchać muzyki, zjeść pajdę chleba ze smalcem i zagryźć ją ogórkiem. Odniosłem jednak wrażenie, że organizator szukał na siłę chętnych do wystawienia się na targach. Może właśnie stąd pojawiła się taka ogromna rozpiętość wystawców.  Dużo, bardzo dużo folkloru – urocze panie w ludowych strojach prezentujące lokalne potrawy, śpiewające ludowe piosenki, nalewające gorzałkę i prezentujące rękodzieło. Super! Nie wiem tylko, czy targi ogrodnicze są odpowiednim miejscem na takie atrakcje…
Choć moja ocena może wydawać się bardzo krytyczna nie chcę, żebyście odnieśli wrażenie, że jestem nastawiony tylko ona negowanie tych „targów”.
Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie – podsumowanie
Trzeba wziąć pod uwagę, że to pierwsza odsłona „targów” Green Days, więc uważam, że bez względu na niedociągnięcia, zasługują na drugą szansę. Niestety samo wydarzenie bardziej przypominało kiermasz niż Międzynarodowe Targi Ogrodnictwa. Może moje wymagania są większe, ponieważ porównuję je do dwóch innych największych wydarzeń ogrodniczych w Polsce – targów Gardenia i Zieleń to Życie, które przez lata pracowały na swój sukces. W przyszłym roku z przyjemnością wezmę udział w Green Days i przekonam się, czy coś zmieniło się na lepsze.
Zapomniałem jeszcze dodać, że na targach spotkałem znane i lubiane przeze mnie firmy takie jak Hydroidea, z którą mam przyjemność propagować ekologiczne metody utrzymania oczek wodnych i stawów kąpielowych. Znalazłem najszybciej rosnące drzewo na świecie, o którym niedługo przeczytacie na moim blogu, a także prezenty dla moich klientów. Jeśli jesteście ciekawi, co to takiego, kliknijcie TUTAJ.
Podziękowania dla samych targów za chęć podjęcia mnie na miarę swoich możliwości i rozwinięcia na moje przywitanie czerwonego dywanu! Fakt uczynienia tego gestu powoduje, że spotkamy się w przyszłym roku!
Targi ogrodnicze Green Days w Nadarzynie
Do zobaczenia 😉

PODOBNE ARTYKUŁY

Jeden komentarz

  1. Wojtku, muszę Cię rozczarować…w Azji dokładnie tak samo prezentują bonsai na wystawach, a wręcz wydaje mi się, że to, co zobaczyłeś w Nadarzynie, nie było jeszcze takie najgorsze. Niestety albo i stety, bonsai najlepiej podziwiać w japońskich/chińskich ogrodach 🙂 Najwidoczniej takie mamy wystawiennicze standardy na świecie, ale chyba wolę już taką minimalistyczną stylistykę uwypuklającą niezwykłość form tych drzewek, niż miałabym podziwiać je w otoczeniu plastikowo bambusowych płotków i innych pseudoorientalnych gadzetów odciągających uwagę od misternych detali.

Twój komentarz