Do napisania tego tekstu zmusiła mnie refleksja jaka przyszła mi do głowy po przeczytaniu pewnego artykułu w gazecie. Otóż , był on o bardzo znanej aktorce Pani Krystynie Jandzie. Wyznaje  ona że przez 45 lat swojego dorosłego życia ma problem ze znalezieniem gosposi. Nie mam 45 lat, ani gosposi, ale może kiedyś?
Z niewolnika nie ma pracownika
Z niewolnika nie ma pracownika
Z NIEWOLNIKA NIE MA PRACOWNIKA…

Zapytacie pewnie, co to ma wspólnego z ogrodnictwem, warsztatownią, zielonym na legalu. Jako właściciel firmy ogrodniczej stoję po dwóch stronach tej barykady. Jestem zarówno pracodawcą jak i pracownikiem. Gdy dostaję zlecenie na wykonanie projektu ogrodu, aranżacji tarasu, balkonu, czy też poprowadzenia warsztatów, staję się mimowolnie czyimś pracownikiem. Sam też ich zatrudniam. Wiem i rozumiem jak trudno znaleźć kogoś dobrego.  Podejmując współpracę ze zleceniodawcą, jak najdokładniej określam zasady swojej pracy, wypytuję o oczekiwania i każdorazowo podsumowuję swoją pracę. Proste, nieskomplikowane i ułatwia życie. Wydawałoby się, że takie postawienie spraw  powoduje , że nie ma żadnych dysonansów, a jednak. Anegdotka z pracy…

ALE OD SAMEGO POCZĄTKU…

Przyjąłem zlecenie pielęgnacji ogrodu. Podczas rozmowy z przyszłą pracodawczynią uzgadniamy szczegóły, oczekiwania, zakres prac ogrodowych, czas realizacji zlecenia i oczywiście kwotę wynagrodzenia. Dowiaduję się też że przede mną pracowało już tu kilku ogrodników (zastanawiające). Wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik. Dzień realizacji zlecenia, przyjeżdżam na miejsce wraz z pracownikiem, wyjmujemy sprzęt, ustalamy od czego zaczniemy i w tym momencie pojawia się zleceniodawczyni z pytaniem „Czy Panom rozmowa nie przeszkadza w pracy?”

Z niewolnika nie ma pracownika
Z niewolnika nie ma pracownika
YYYYY…… Ale…. yyyyyy…..

Odwraca się na pięcie i odchodzi zostawiając nas w lekkim oszołomieniu. Do końca dnia pracujemy starając się komunikować tylko jeśli zajedzie taka potrzeba. Jednak to za mało, do konca dnia słyszymy: “Czy nie za nisko jest skoszony trawnik”? “Czy te róze są dobrze przycinane”?  “Czy jest sens usuwać te suche gałęzie”? “Może lepiej nie oczyszczać iglaków od środka”? “O jak dużo wyciągnął Pan śmieci z ogrodu” Należę do tych, którzy swoją prace traktują bardzo poważnie i podchodzą do niej mocno zadaniowo, nie potrafię pracować „po łepkach”. Wszystko musi być zrobione dokładnie. Stndardem w mojej firmie jest przeprowadzenie odbioru pracy na Koniec dnia… Zastrzeżenie jest jedno… Bardz dużo Pan wyprodukował śmieci. Poprzedni ogrodnicy tyle nie wyciagali! Odpowiadam, że może dlatego, że bardziej markowali pracę niż ją wykonywali…

SZCZĘŚLIWEJ DROGI JUŻ CZAS…

Mocno zmęczony wracam do domu piszę maila podsumowującego pracę i kszty związane z wizytą. Dostaję odpowiedź. Uwaga, uwaga Pani uznała, że ilość nawozu wysianego na trawnik była nie wystarczająca, w związku z tym sama nawiozła go dodatkowo, to samo czyniąc z innymi roślinami. W związku z tym, informuje mnie, że potrąca z mojego honorarium koszt użytych przez siebie materiałów!!!!

ŁOTTTT???!!!

Czytam wiadomość kilka razy, aby się upewnić czy dobrze zrozumiałem. Łapię za telefon i dzwonię. Tłumaczę, że nie tak się umawialiśmy, nie takie były ustalenia a praca zostaa odebrana… Przecież wykonaliśmy zlecenie zgodnie ze sztuką ogrodniczą. Na nic zdały się tłumaczenia Pani się uparła. O nie! Tak się nie postępuje! To nie moralne i nieuczciwe! 

KARMA WRACA…

Tydzień później telefon z prośbą o spotkanie. Zajeżdżam na miejsce i co zastaje? Trawnik wypalony do ziemi, rośliny w opłakanym stanie i błaganie Panie Wojtku Pan ratuje. Niestety nie było co ratować. Zleceniodawczyni nie zrozumiała dlaczego rozwiązałem z Nią współpracę. Straciłem czas, pieniądze i wiarę w uczciwość ludzi. Zrozumiałem też dlaczego ogrodem opiekowało się już kilku ogrodników…

WYJĄTEK OD REGUŁY…

Mam mega szczęście w życiu! Wśród swoich klientów mam SUPER ludzi! Z dobrą energią, przyjaznych i zawsze serdecznych. Wiadomo, że czasem są jakieś poślizgi, bo deszcz pada, bo nie można czegoś przeskoczyć… Ale, oni to rozumieją. Uwielbiam do nich jeździć i pracować dla nich. Swoich klientów traktuje jak partnerów, a oni tak traktują mnie. W tym wypadku, było zupełnie inaczej… Pierwszy raz trafiłem na klienta, który zaszedł mi za skórę i uraził mnie. Poczułem się oszukany, choć ja byłem fair wobec niego! Tak się nie robi! To nie moralne i nieuczciwe.  Ale człowiek uczy się na błędach…

MORAŁ?

Przesłanie tej historii jest dość proste, szanujmy naszych pracowników, a oni będą szanować pracodawców. Wynagradzajmy ich za dobrą pracę i słuchajmy rad fachowców. Skoro decydujemy się na zatrudnienie ogrodnika, czy też pomocy domowej zróbmy założenie, że są to ludzie którzy wiedzą co robią. Jeśli zaś, nie potrafimy znieść tego, że ktoś wie więcej od nas, sami zabierzmy się za koszenie, przycinanie krzewów czy też mycie podłóg lub garnków.

Z niewolnika nie ma pracownika
Z niewolnika nie ma pracownika

A jakie są Wasze doświadczenia z pracodawcami czy klientami?

KONIEC

PODOBNE ARTYKUŁY

Jeden komentarz

  1. […] 8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw ogrodnikowi swemu. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, co do jego pracy, rozwiązań jakie stosuje wyjaśniaj wszystko na bieżąco. Każdorazowo rób odbiór prac co ułatwi współpracę. Prawdziwy ogrodnik, Twój ogród będzie traktował jak swój własny i zrobi wszystko, aby był Rajem. Traktuj go jak przyjaciela ogrodu, nie jak zło konieczne. […]

Twój komentarz